Grandvalira – El Tarter Snowpark
Michał Alster
Pireneje nigdy nie kojarzyły mi się z dobrymi snowparkami. Na mojej mapie freestyle’u hiszpańskie i andorskie ośrodki narciarskie pozostawały w cieniu popularnych alpejskich resortów. Dlatego byłem wyjątkowo zaskoczony, gdy w kwietniu poleciałem do ośrodka Grandvalira w Andorze, gdzie ostatnim rzutem na taśmę załapałem się na końcówkę sezonu w parku El Tarter.
Zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać; po pierwsze nigdy wcześniej nie słyszałem o tym miejscu, a po drugie o tej porze roku znaczna większość stoków rozpływa się w promieniach wiosennego słońca. Moje obawy, że nie uda mi się dobrze pojeździć, były całkiem bezpodstawne. Gdy tylko przekroczyłem bramkę wjazdową do El Tarter, stało się dla mnie jasne, że to snowpark z najwyższej półki. Była dziesiąta rano i co najmniej pięć stopni na plusie, kiedy międzynarodowa ekipa shaperów kończyła dopieszczać wszystkie przeszkody przed otwarciem terenu dla ludzi. Z uśmiechem na twarzy czekałem, aż pozwolą mi skoczyć na pierwszej skoczni.
Nim opiszę sam park, chcę zwrócić uwagę na ważną rzecz. Pomimo upału i tego, że była to końcówka sezonu, nie dało się odczuć często spotykanego w takich okolicznościach lenistwa ze strony shaperów. Wszyscy bardzo entuzjastycznie podchodzili do swojej pracy, kilkakrotnie w ciągu dnia poprawiali poszczególne przeszkody i używali soli, której często braknie w innych ośrodkach, gdy trzeba nią ratować rozpływające się wybicia. Ktokolwiek zarządza snowparkiem El Tarter, robi świetną robotę, i wszyscy odwiedzający mogą czuć się bezpiecznie, że jeśli tylko pogoda na to pozwali, park będzie przygotowany doskonale.
Przejdźmy zatem do opisu; tradycyjnie zacznę od przeszkód największego kalibru. Zaraz za bramką wjazdową zbudowany na konstrukcji ziemnej stoi Half-pipe. Rynna ma 150 metrów długości i w szczycie sezonu osiąga wysokość nawet 6 metrów. Niestety, gdy przyjechałem do Grandvaliry, warunki pogodowe nie pozwalały utrzymać tak wysokiego pipe’u i ten, w którym jeździłem, skurczył się prawie o połowę. Niemniej jego szerokość wskazywała, że w zimie ściany rynny są naprawdę wysokie. Na miejscu dowiedziałem się, że regularnie przyjeżdża tu na trening hiszpańska snowboardowa kadra olimpijska. Teraz, gdy wiadomo, że na olimpiadzie w Soczi będzie też Half-pipe jako dyscyplina narciarska, można się spodziewać coraz więcej narciarzy trenujących w El Tarter.
Za Half-pipe’em rozciąga się rząd trzech stołów ze skoczniami, na każdym z nich są dwa wybicia – większe i mniejsze. Rozmiary tych stołów są prawie identyczne. Większe wybicia mają około 16 metrów do progu lądowania, te mniejsze – około 12 metrów, ale też i niższą parabolę lotu. Są to klasyczne skocznie typu step-down, czyli konstrukcje z całkowicie płaskim stołem. Dla wszystkich amatorów skoków to wymarzone miejsce do treningu. Odstępy między kolejnymi wybiciami są perfekcyjnie wymierzone i można niemal bezmyślnie napędzać się na następną skocznię bez kalibrowania prędkości. Każdy ze stołów jest u podstawy zbudowany z ziemi i niezależnie od opadów śniegu skocznie zawsze stoją w tym samym miejscu i mają ten sam kształt. Dzięki temu nie potrzeba też tak wiele śniegu. Obiekt otwierany jest najpóźniej na początku grudnia. Według mnie to jedno z lepszych miejsc do skakania w Europie. Są ośrodki, w których znaleźć można dwie, porównywalnie dobre, skocznie ustawione w rzędzie, ale już trzech nie ma prawie nigdzie. Warto na koniec dodać, że wiosną, podczas dorocznej imprezy Grandvalira Total Flight Masters, w El Tarter powstają jeszcze dwa dodatkowe kickery, które później pozostają do użytku publicznego do końca sezonu. Pierwszy – typu step-down – ma blisko 25 metrów wysokości i stoi z boku snowparku, równolegle do rzędu trzech stołów. Zaraz za nim jest wolno stojące wybicie, wysokie na około 5 metrów, ustawione pod kątem 45 stopni i w odległości kilkunastu metrów od środkowego stołu. Mamy zatem dwie gigantyczne hopy: klasyczny step-down oraz tzw. gap, czyli skocznię bez stołu, za to z dziurą między progiem wybicia a lądowaniem. Skakanie na tej ostatniej jest widowiskową, ale i niebezpieczną zabawą, gdyż każdy niedolot kończy się nieciekawie – spadnięciem do środka gapu.
El Tarter to zdecydowanie park dla zaawansowanych, co nie oznacza jednak, że nie ma tu mniejszych przeszkód. Odgrodzone taśmą od Half-pipe’u i skoczni stoją cztery małe hopki i parę raczej podstawowych boksów. Niestety, wszystkie te obiekty rozmieszczono dość przypadkowo i nie można po nich jeździć w sekwencji, dlatego też nie polecam parku początkującym. W Grandvalira w sezonie zimowym są jednak dostępne jeszcze trzy inne snowparki: Xavi, Isards i Peretol. W trakcie mojej wiosennej wyprawy były już nieczynne, ale lokalna młodzież mówiła mi, że są idealne dla początkujących, bogate w różne jiby, czyli raile, boksy i inne tego typu konstrukcje. W El Tarter brakuje właśnie takich przeszkód; na wiosnę były tylko dwa raile – podwójnie łamany i down-rail. Życie w parku kręci się głównie wokół Half-pipe’u i skoczni, ale to pozwala shaperom skupić się właśnie na nich, dzięki czemu są tak świetnie przygotowane.
Snowpark El Tarter obsługuje wyciąg orczykowy. To bardzo wygodne i pozwala zintensyfikować trening. W ciągu godziny można spokojnie zmieścić pięć zjazdów nawet w tłoczny dzień. Alternatywą dla orczyka jest wyciąg krzesełkowy, który pnie się nad snowparkiem. Jest szybki i pozwala odpocząć nogom. Na wylocie z parku spotykają się trzy trasy narciarskie. Tu zbudowano dwupiętrowy bar z restauracją. Nigdy nie jadłem na stoku tak dobrej pizzy! Z tarasu restauracji doskonale widać cały teren snowparku. Wspaniała atmosfera, słońce, panorama, jedzenie, piwo i muzyka. Świetne okoliczności do zakończenia dnia na śniegu.


Wysyłam...




