Rozmowa z Karoliną Riemen nie tylko o skicrossie

Grudzień 17th, 2011 Zostaw komentarz Idź do komentarzy

Karolina Riemen

Karolina Riemen
Urodzona: 19 sierpnia 1988
Pierwszy raz na nartach: w wieku około 3 lat
Najlepsze wyniki
Skicross:
Mistrzostwach Świata 2011 (Deer Valley): 6 miejsce
Igrzyska Olimpijskie 2010 (Vancouver): 16 miejsce
Mistrzostwa Polski 2010 (Jurgów): 1 miejsce
Narciarstwo Alpejskie:
Mistrzostwa Polski Juniorów 2006 (Czarna Góra) slalom: 1 miejsce
Mistrzostwa Polski Juniorów 2006 (Czarna Góra) gigant: 1 miejsce
Mistrzostwa Polski Juniorów 2007 (Zakopane) slalom: 2 miejsce

 

SKI: Od kiedy narty obecne są w Twoim życiu?
Karolina Riemen: Właściwie odkąd pamiętam. Mam zdjęcia, na których w wieku ok. trzech lat razem z ojcem i mamą jeździmy na nartach. Tak jak na kogoś mieszkającego w Zakopanem przystało zaczęło się od klubu sportowego, potem była Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Przez większą część życia w sezonie praktycznie codziennie jeździłam na nartach.

SKI: Czy od początku kariera sportowa była traktowana przez Ciebie i rodziców jako plan na przyszłość?
KR: Nie, na początku była to po prostu idea, bym jako dziecko uprawiała jakikolwiek sport. Inna sprawa, że szło mi coraz lepiej. Kiedy zaczęłam startować w pierwszych zawodach jak np. Liga Szkolna czy choćby Koziołek Matołek, okazało się, że wygrywam z rówieśnikami.
Wtedy rodzice zaczęli myśleć, by pójść w tę stronę, ale bez stwarzania jakiejś presji na wyniki czy trening. Myślę, że wyszło mi to na dobre, bo wyniki były coraz lepsze. W liceum zaczęłam zmieniać podejście do sportu na coraz bardziej profesjonalne, choć początkowo dalej trenowałam na tyle, na ile starczyło pieniędzy. Wszystko zmieniło się, kiedy dostałam się do I Kadry w narciarstwie alpejskim. Wtedy zaczęły się profesjonalne treningi. Jeździłam z Kadrą tylko pół roku, potem zdecydowałam, że priorytetem jest dobrze zdana matura.

SKI: Kiedy zdecydowałaś się zająć skicrossem?
KR: W momencie kiedy dostałam się do Kadry Alpejskiej wiedziałam, że w kolejnym sezonie powstanie Kadra Skicrossu. Byłam zdecydowana, że zrobię wszystko, by się do niej dostać. Zawsze lubiłam freestyle’owe skoki w snowparku, a jedynym sposobem, by połączyć to z narciarstwem alpejskim okazał się skicross. Cztery lata temu wystartowałam w pierwszych swoich zawodach – Mistrzostwach Czech w Spindlerovym Mlynie. Zwycięstwo zapewniło mi miejsce w Kadrze.

SKI: Co Twoim zdaniem decyduje o sukcesie w tej konkurencji?

KR: Spierają się o to zarówno zawodnicy, jak i trenerzy. Tak naprawdę trzeba być bardzo wszechstronnym zawodnikiem. Na torze, po którym ścigają się jednocześnie 4 osoby, znaleźć można różnego rodzaju skocznie, bandy i muldy, trzeba więc umieć skakać i zachowywać się w powietrzu. Są też odcinki płaskie, na których decyduje technika skrętu i dobrze nasmarowany sprzęt. Trzeba być odważnym, umieć rozegrać wyścig taktycznie – w końcu nie zawsze ten, kto wyjdzie pierwszy z bramki, pierwszy dojedzie do mety.

SKI: Jakie jest Twoje podejście do rywalizacji? Czy emocje z tym związane zachęcały Cię do startów, czy wręcz odwrotnie czasami miałaś dość?
KR: Wcześniej nigdy nie myślałam o tym, że muszę pokonać kogoś za wszelką cenę, ale o tym żeby dobrze zjechać i czerpać z tego jak najwięcej przyjemności. Oczywiście w momencie, kiedy nadeszły starty w zawodach międzynarodowych jak Puchar Świata, zaczęła pojawiać się obawa przed przegraną z kimś, z kim wcześniej nie przegrałam, albo chęć, by wreszcie wygrać z kimś, kogo nie udało mi się jeszcze nigdy pokonać. Dlatego tak ważna jest praca z psychologiem, który potrafi ustawić mnie tak, że myślę tylko o dobrym zjeździe, a nie rywalizacji.

SKI: Jeżeli chodzi o wszechstronność, to nie można nie spytać o zamiłowanie do freeride’u.
KR: Tak naprawdę moja przygoda z nartami zaczęła się właśnie od freeeride’u. Zawsze byłam ciągana przez tatę poza trasę, musiałam jeździć z nim w puchu, który zakrywał mnie po czubek głowy. Zawsze jakoś się przedzierałam, z czasem zaczęło mi się to bardzo podobać. Mój ojciec był ratownikiem TOPR, więc czasem zdarzały się fajne okazje, by dostać się gdzieś wysoko w góry i zjechać przez Waksmundzką czy Suchą Kasprową – tamtejsze żleby zjeździłam jak miałam koło dziesięciu lat. Freeride jest częścią mojego narciarstwa. Jazda poza trasami jest niesamowicie ekscytująca, a dla mnie dodatkowo okazją do wspomnienia dzieciństwa.

SKI: Niektórzy traktują freeride jako emeryturę narciarską.
KR: Nie ukrywam, że w pewnym sensie też tak o tym myślę. Chociaż też wymaga to dużych nakładów finansowych i czasu. Moim marzeniem jest oczywiście heliskiing na Alasce. Kiedy skończę karierę, będę chciała zająć się właśnie freeridem.

SKI: Jeżeli już jesteśmy przy konkurencjach z przedrostkiem „free”. Wiele osób pamięta Cię z polskich zawodów freestyle’owych. Zobaczymy Cię jeszcze na dużych skoczniach?
KR: Nie wykluczam takiej opcji. Być może wystartuję w Polish Freeskiing Open – prawdopodobnie będę wtedy w Polsce, ale raczej nie będę brała udziału w innych zawodach. Skakanie zawsze było bardzo ważną częścią mojego narciarstwa, sprawia mi ogromną przyjemność i daje jeszcze większą dawkę adrenaliny niż skicross.

SKI: Myślisz, że dzięki freestyle’owi mniej boisz się dużych skoczni w czasie zawodów skicrossowych?
KR: Oj tak. W tym roku w Livigno skakałam pierwszy raz od 3 lat w snowparku. Wcześniej nie miałam na to czasu. By przemóc się do obrotów na skoczni, trzeba więcej odwagi niż przy najdalszych nawet skokach w skicrossie i to jest właśnie główna zaleta takiego treningu.

SKI: Cały czas powtarzasz „jeżeli znajdę czas”. Jak wygląda Twój sezon, masz jakieś wolne?
KR: No, mam może ze dwa tygodnie. Do pierwszych startów wyjeżdżamy co drugi tydzień. W sezonie jest to kwestia kilku dni, przepakowania się w domu i wylotu czy wyjazdu dalej. W sumie niezbyt wiele czasu.

SKI: Pozostaje zatem lato. Jak wykorzystujesz ten okres roku?
KR: Chcę go wykorzystać jak najlepiej. Po ostatnich zawodach w Pucharze Świata zawsze jadę gdzieś na narty tylko dla siebie, gdzie mogę pojeździć bez ograniczeń. Kwietniowy wyjazd do Livigno jest idealną opcją. Staram się wyjechać na jakiś czas na wakacje, ale lato to okres na przygotowanie kondycyjne, więc też jestem zajęta.

SKI: No tak, ale nawet wypoczywając nie wytrzymasz długo bez mocnych wrażeń, dlatego można spotkać Cię w skałach…
KR: No tak. Wspinam się rekreacyjnie, na amatorskim poziomie. Zaczęłam jakieś trzy lata temu i teraz każdy ładny dzień staram się spędzić w skałach. Sukcesem jest pójście w Tatry na jakąś wielowyciągową drogę. Niedawno spełniło się moje marzenie i poprowadziłam swoją pierwszą taką drogę na Zamarłej Turni.

SKI: Jeżeli już mówimy o poziomie… zdaje się, że brałaś udział w zawodach drytoolo’wych?
KR: Startowałam za namową mojego chłopaka. W sumie pierwszy raz miałam raki i dziaby. Traktowałam to jako dobrą zabawę i nawet udało się zająć siódme miejsce czy jakoś tak…

SKI: Całkiem nieźle, jak na pierwszy raz.
KR: No, dobrze mi poszło, wszyscy byli zaskoczeni, a ja po prostu dobrze się bawiłam.

SKI: Wracając na koniec do skicrossu. Jakie są oczekiwania przed Igrzyskami Olimpijskimi?
KR: W nadchodzących sezonach mam nadzieję zajmować czołowe miejsca w Pucharze Świata. Wiadomo, że sprawy układają się czasem inaczej, niż byśmy chcieli. Jeżeli chodzi o Igrzyska Olimpijskie to oczywiście moim marzeniem jest medal. O tym, kto ma szanse na Igrzyskach, będziemy mogli powiedzieć dopiero w trakcie sezonu olimpijskiego. Trochę jeszcze czasu zostało.

SKI: Dzięki za rozmowę i trzymamy kciuki za udany sezon.