Plecaki lawinowe
Marcin Kacperek
Od kiedy ten gadżet ujrzał światło dzienne, budzi sporo emocji, dając nadzieję na przechytrzenie natury i unikniecie konsekwencji wypadków lawinowych. Obecnie takie systemy produkuje już kilka firm i poza oceną samej zasady działania warto przyjrzeć się konkretnym rozwiązaniom – w końcu to zakup za kwotę pozwalającą nabyć mały samochodzik dający szanse na to, że jeszcze trochę pojeździ…
Po wygaśnięciu ochrony patentowej na rynku pojawili się kolejni gracze, ale zanim przyjrzymy się ich propozycjom warto zastanowić się nad tego typu sprzętem w ujęciu ogólnym, bo temat jest bardziej złożony niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Sama mechanika działania bazuje na prostej zasadzie i jest efektywna dopóki śnieg się porusza i pod warunkiem, że ofiara zdoła uruchomić system. Bez pociągnięcia klamki wyzwalającej nic się nie wydarzy i w historii są przypadki osób, które zginęły nie aktywując sprawnego plecaka. Ci którzy go uruchomili najczęściej są częściowo zasypani, tzn. poduszki plecak są widoczne na powierzchni lawiniska, natomiast osoby częściowo przykryte śniegiem. Do wydostania się z lawiniska może być potrzebna pomoc innych osób, zwłaszcza, że poza plecakami Snowpulsa inne systemy obecne na rynku mają tendencję do układania ofiary twarzą w dół. Plecak nie chroni również przed obrażeniami – jedna piąta ofiar lawin to ludzie którzy zginęli wskutek urazów. Intuicyjnie wydaje się, że z aktywowanym plecakiem, czyli będąc transportowanym przy powierzchni lawiny ma się mniejsze szanse na poważne obrażenia, ale na pewno nie są one zerowe. Podstawowa słabość plecaka lawinowego ma szansę ujawnić się w momencie, kiedy lawina się zatrzymuje. Wszystko jest w porządku, o ile lawina traci prędkość i rozlewa się na coraz mniej stromym terenie. Jeżeli lawina zatrzymuje się raptownie przy gwałtownej zmianie kąta z mocno stromego w płaski, czy prawie płaski, albo wręcz w jarze czy wąwozie, na nieruchomego już użytkownika przyjadą nowe porcje śniegu, przed którymi nie ma już ochrony. Podobnie będzie wyglądała sytuacja, w której lawina spada przez próg skalny.
Słabości systemu przedstawiam z takim naciskiem ponieważ w miarę jak plecaki lawinowe stają się coraz popularniejsze, używają ich coraz mniej doświadczone górsko osoby i szereg razy spotkałem się z przekonaniem, że mając taki plecak, można nie obawiać się lawin. Takie podejście powoduje, że używanie plecaka zwiększa poziom zagrożenia, zamiast go zmniejszać. Trzeba zdawać sobie sprawę, że jest to rozwiązanie, które ma szansę częściowo zapobiegać konsekwencjom wypadków i tylko tyle. Jest bardzo skuteczne, więc aż tyle, ale nie jest to zmiana zasad zimowego działania, ani poszerzenie granic tego, na co możemy sobie pozwalać. Jedyne podejście do inwestycji w plecak, które ma szanse zwiększyć bezpieczeństwo użytkownika to założenie, że będziemy bezpieczniejsi podejmując takie same decyzje i robiąc te same rzeczy, które robimy i tak. Każde inne będzie pomyłką skutkującą zwiększeniem zagrożenia. Zetknąłem się kilkakrotnie z mniej więcej takim poglądem – Nie wiem za dużo o lawinach, a chciałem zacząć jeździć poza trasami, więc kupię taki plecak i będzie bezpieczniej. Naprawdę, nie można tak robić. Każdy, kto chce jeździć poza trasami, musi się czegoś dowiedzieć o lawinach i nauczyć, jak działać bezpiecznie. Oczywiście, jeśli będzie to robił z plecakiem lawinowym, to będzie bezpieczniejszy, ale jeśli zrezygnuje z tej ścieżki, ponieważ kupi plecak i zacznie sobie po prostu jeździć, to wygląda to dość ponuro. Jazda poza trasami, czy ski-turing to działania o złożoności i ilości zagrożeń porównywalnych ze wspinaczką. Rezygnacja z całej wiedzy i zasad bezpieczeństwa poza trasami ze względu na posiadanie jednego elementu wyposażenia wygląda tak, jakby jakiś adept wspinaczki uznał, że skoro najwięcej śmiertelnych wypadków wspinaczkowych wiąże się z urazami głowy, to zakup kasku rozwiązuje problem i nie potrzebuje już asekuracji, ani żadnego innego sprzętu.
Podsumowując część ogólną: plecak lawinowy, to gadżet z pewnością wart swojej wysokiej ceny, ale tylko o ile będzie używany z rozsądkiem. Nie jest to maszyna do sprawiania cudów i nie stanowi przepustki do jeżdżenia w pojedynkę, rezygnacji z normalnego sprzętu lawinowego, ani podejmowania decyzji innych, niż gdybyśmy nie mieli plecaka. Jeśli chcesz kupić taki sprzęt, żeby pozwalać sobie na więcej niż bez niego, to lepiej go nie kupuj!
ABS jest największym i najbardziej doświadczonym producentem. System napełnia dwa worki znajdujące się po bokach plecaka, więc ofiara „wisząca” pod plecakiem utrzymywanym na powierzchni przez worki ma szanse znaleźć się w śniegu twarzą na dół. Wielką zaletą ABSów wyprodukowanych po 2006 roku jest możliwość przekładania systemu między różnymi, przystosowanymi plecakami. Butle do plecaków ABS napełniane są mieszaniną gazów wyłącznie w fabryce, tam też regenerowane są pirotechniczne rękojeści służące uruchamianiu systemu. Wiąże się to z kosztem kilkudziesięciu Euro i koniecznością wizyty w sklepie partnerskim ABS w celu wymiany albo wręcz wysyłaniem ładunku z Polski. Butle nie mają manometrów, więc kontrola ich szczelności musi być przeprowadzana z pomocą bardzo czułej wagi. Kłopotliwe jest też przewożenie butli samolotem. ABS zadbał o to, aby nabite ładunki były wyszczególnione w dokumentach federacji przewoźników lotniczych IATA, jako bezpieczne w bagażu nadawanym do luków. Niestety, linie lotnicze i ich pracownicy mają ostateczne słowo, a pojemnik ze sprężonym gazem, to coś na co reagują mocno negatywnie.
Główny konkurent ABS to szwajcarski Snowpulse, którego system jest również wykorzystywany w plecakach Mammuta. Istotne różnice konstrukcyjne to mechaniczne uruchamianie głównej butli cięgłem, użycie sprężonego powietrza w głównej butli oraz inna koncepcja umiejscowienia worków. Przede wszystkim worek jest jeden – w modelu Lifebag wszyty w szelki plecaka i przechodzący za karkiem, co powoduje układanie ofiary na plecach twarzą do góry i chroni głowę, w „Removable Airbag System” (R.A.S.), który można przekładać między przystosowanymi plecakami, wszyty w górę plecaka. Worek systemu Lifebag po napełnieniu uniemożliwia sięgnięcie ręką do twarzy, co jest ceną za zamocowanie go z przodu, aby układać ofiary twarzą na zewnątrz. Worek R.A.S. ma kształt grubego rogala, który jakby obejmuje z góry plecak, powodując zmniejszenie dystansu między środkiem ciężkości ofiary, a centrum wyporności worka. Użycie jednego worka nie powinno budzić niepokoju, co do ewentualnych przebić. Wszyscy producenci mają to na uwadze i najpopularniejszą odpowiedzią jest konstrukcja „worek w worku”, w której w worze o nominalnej wielkości znajduje się znacznie większy. Napełnienie ich gazem powoduje, że zewnętrzny napręża się wcześniej i cokolwiek co go przebije odsunie po prostu luźny worek wewnętrzny. Uruchamianie systemu cięgłem daje jeden mniej układ, który może zawieść. W projektowaniu wzięto z pewnością pod uwagę doświadczenia wczesnych modeli ABS, które też były aktywowane mechanicznie, przy czym wymagały zbyt dużej siły, co spowodowało wprowadzenie używanych do dziś rękojeści pirotechnicznych. Wykorzystanie sprężonego powietrza w butli powodującej napełnienie plecaka (podobnie jak w ABS w procesie wykorzystane jest również zasysane podczas napełniania worka powietrze atmosferyczne) powoduje, że napełnianie wykorzystanej butli może być wykonane wszędzie, gdzie nabija się butle do nurkowania, czy każdym kompresorem, który spręży powietrze do 207 lub 300 barów (w zależności od używanej butli). Jest to bez porównania tańsze niż regeneracja ładunków ABS i dodatkowo rozwiązuje problemy z lataniem, bo można latać z pustymi butlami i nabijać je na miejscu, lub w razie kłopotów spuścić z nich powietrze i jednak je zabrać. Butle mają manometry, co pozwala jednym rzutem oka odróżnić puste od pełnych.
Kolejny producent, którego plecaki można kupić w Polsce, to znana z produkcji doskonale sprzedającego się sprzętu lawinowego firma amerykańska firma BCA. Ich plecaki są najtańsze, co nie znaczy, że tanie. Wykorzystują jeden worek wszyty w górę plecaka i podobny do R.A.S. Snowpulsa. System aktywuje się mechanicznie, podobnie jak w Snowpulsie, a butle napełniane są powietrzem, czyli mają wszystkie zalety wymienione przy omówieniu wyrobów Snowpulsa.
Podsumowując: ABS ma największe doświadczenie, ale wymiana butli jest bardziej kłopotliwa i kosztowna niż u konkurentów. Snowpulse/Mammut zwłaszcza z modelami Lifebag dają największą realną ochronę, ale najwięcej też kosztują. BCA daje przyzwoity produkt w najlepszej cenie. Każdy, kto po pierwszej części tekstu ma zamiar zrobić taki zakup, musi wybrać sam – powodzenia!
Przeczytaj: Lawiny – Szkoła przetrwania cz. I
Przeczytaj: Lawiny – Szkoła przetrwania cz. II
Przeczytaj: Lawiny – Szkoła przetrwania cz. III
Przeczytaj: Sprzęt do narciarstwa poza trasowego
Marcin Kacperek jest przewodnikiem UIAGM i prezesem Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich
www.freerajdy.pl



Wysyłam...




